Książka "Uparte serce" Becky Wade leżała na mojej półce od jakiegoś roku zanim wreszcie na dobre do niej zajrzałam. Nazwałam ją "upartą" książką nie tylko nawiązując do tytułu, ale też dlatego, że po przeczytaniu kilkunastu stron nie wciągnęła mnie na tyle, by poświęcić jej więcej uwagi.
Historia Kate, która podczas remontu zabytkowej rodzinnej posiadłości Chapel Bluff poznaje Matta skrywającego trudną przeszłość uparcie do mnie wracała i nie dawała o sobie zapomnieć.
Mam w zwyczaju dawać szansę książce - jeśli po przeczytaniu pięćdziesięciu stron nie wciągnie mnie, odkładam ją z powrotem na półkę lub oddaję w dobre ręce. Warto było przeczytać blisko pięćdziesiąt stron, aby dowiedzieć się, że spędzę z tą książką kolejny tydzień.
Krótko o fabule:
Kate na co dzień pracuje w zakładzie opieki społecznej, zajmując się sprawami nieletnich, zaś Matt jest byłym hokeistą, który unika ludzi. Bohaterka jest zmęczona swoją pracą, dlatego chętnie przyjmuje propozycję swojej babci, by odnowić Chapel Bluff i na trzy miesiące zapomnieć o codzienności.
Kate, jak wiele innych dziewczyn, modliła się o dobrego męża. "Przez lata prosiła o zdrowie, szczęście, bezpieczeństwo dla niego" - tak rozpoczyna się powieść. Jest to romantyczna, zabawna, ale i przejmująca propozycja dla osób, które straciły nadzieję, że cokolwiek w ich życiu się zmieni. Książka pozwala zwrócić uwagę na głos Boga w życiu człowieka liczącego się z Jego zdaniem i pytającego, co ma robić. Okazuje się, że Bóg odpowiada na każdą modlitwę, choć może nie zawsze tak, jakbyśmy tego na początku chcieli.
Książka Becky Wade, autorki, o któej w Polsce niewiele się mówi, została wydana nakładem Wydawnictwa Święty Wojciech i jest doskonałym wyborem na długie wiosenne czy jesienne wieczory.

Komentarze
Prześlij komentarz